W niniejszym blogu znajdziecie recenzje publikowane najpierw na portalu gastronauci.pl a później na zomato.pl od 2007 roku. Odwiedzam lokal zawsze incognito - fotografuję dyskretnie, co może wiązać się niestety czasem z gorszą ich jakością. Wiele recenzji zza granicy, z miast, których zomato nie monitoruje znajdziecie tylko tutaj. Jeśli to możliwe, są dostępne również na tripadvisor.pl
Kategorie: Wszystkie | Odradzam | Ogólne | Polecam | Tak sobie | WYBITNE | Zamknięte
RSS
niedziela, 10 kwietnia 2016
Celem tego spaceru było Momo Himalaya. Niestety powiedzenie „do trzech razy sztuka” okazało się tym razem nieprawdziwe. Poprzednie dwa razy nie udało się nam dość z powodów pogodowych. Tym razem zobaczyliśmy zdjęty szyld i napis niosący przekaz, że próba zaszczepienia kuchni nepalskiej na Pradze Północ zakończyła się klapą. Postanowiliśmy zatem poszukać na Ząbkowskiej innego, nie odwiedzanego jeszcze lokalu. Wybór padł na BalBar.
niedziela, 27 marca 2016

Od dłuższego już czasu wybierając posiłek na mieście staram się posiłkować zbiorową mądrością innych recenzentów. Szkoda mi czasu i żołądka na eksperymentowanie. Toteż do "Corleone" doprowadziła mnie dość wysoka średnia z wielu ocen i zachęcające "owoce morza" w opisie. Decyzja podjęta dość szybko, nieodległy lokal na Gertrudy o jeszcze lepszych referencjach nie olśnił nas niestety wyborem z menu wystawionego na zewnątrz. Dotarliśmy zatem na nieodległą Poselską przyciągani również wspomnieniem znakomitego obiadu z nieistniejącego już na tej ulicy Paese.

niedziela, 20 marca 2016

Tym razem po wychynięciu z kabackiego lasu nie mieliśmy określonego gastronomicznego celu, za to dużo w nogach. Obmacaliśmy wzrokiem kilka lokali przy Wąwozowej, ale jakoś żaden do gustu nie przypadł. Odkryliśmy na aplikacji Dalmację i chyżo udaliśmy się w jej kierunku.  Niestety nie było nam dane w tym dniu pokosztować kuchni chorwackiej, lokal był bowiem w całości zarezerwowany.  Ale spacer nie poszedł na marne. Dalmacja znajduje się bowiem na tajnym kabackim skwerku dostępnym tylko na piechotę, a na dwóch rogach tego placyku ulokowały się dwa inne lokale – jednym z nich okazał się Moon.  Tamże swe kroki skierowaliśmy…

niedziela, 13 marca 2016

Położone nieco na uboczu głównego centrum kulinarnego Żoliborza Joli Bord mijaliśmy całkiem niedawno kierując się ku Roślinie, która okazałą się niezbyt udanym celem spaceru. Na Joli zwróciliśmy jednak uwagę obiecując sobie wpaść tu przy najbliższej okazji. Lokal udało się wpasować w marszrutę kolejnego spaceru.

Na pierwszy rzut oka lokal dość w obecnych czasach sztampowy. Drapana cegła, plakaty na ścianach, podłoga i stoły lekko rustykalne  - hipsterska śniadaniownia. W istocie paru takowych dojada jeszcze swoje śniadania. My jednakowoż po wyjątkowo wczesnym domowym śniadaniu poczuliśmy już lekki głód, toteż tuż po minięciu południa zapragnęliśmy lekkiego lunchu.

sobota, 12 marca 2016

Nie wiem dlaczego sobie uroiłem, że Babooshka to jakaś elegancka restauracja. Może dlatego, że do tej pory nie udawało mi się niej dostać,  chyba dwa razy tłok był zbyt duży. Niemniej teraz, po naszym kolejnym spacerze (do którego znów nie wiadomo dlaczego dołączyło stado jakiś ludzi idących z flagami i transparentami) udaliśmy się w ten zaciszny zakątek. Takim jest bowiem pasaż Arnolda Szyfmana, nieprzejezdny ciąg pieszy zakończony schodami w dół Powiśla. Naprzeciw mieści się Teatr Polski, nie dziwne zatem że na szybki obiad wpadł również tamtejszy aktor, powszechnie znany z mycia dzieciom rączek.

niedziela, 28 lutego 2016

W okolicach centrum zbyt często nie jadamy, zwykle nasze spacery kierujemy w stronę szeroko rozumianych peryferii. Tym razem było odwrotnie. Zdecydowaliśmy zatem, że to dobra okazja by odwiedzić szeroko komentowane Uki Uki z kosmiczną średnią ocen na Zomato którą raczył zaszczycić sam właściciel tego portalu w trakcie pobytu w Polsce. Zwykle nie kieruję się owczym pędem, niemniej chęć zjedzenia czegoś nowego, oryginalnego i lekkiego przeważyła.

sobota, 27 lutego 2016

W Kocie mieliśmy celebrować w grudniu pewną znaczącą rocznicę, niestety  w tym dniu lokal był na wyjazdowym cateringu i obeszliśmy się smakiem. Ale niedoszła celebrytka pojawiła się tam później sama i bardzo zachwalała ten leżący nieco na uboczu lokal. Toteż wracając z kolejnej manifestacji postanowiliśmy wraz z prowodyrką zajrzeć na Bartosiewicza. Ulicę nieco oddaloną od hałaśliwego ciągu Krakowskie Przedmieście – Nowy Świat, zaciszną bo nieprzejezdna, kończącą się na szczycie skarpy wiślanej.

czwartek, 25 lutego 2016

Najpierw, prawie rok temu trafiliśmy dość zresztą przypadkowo do  Mr.  India na Ursynowie. Wtedy dopiero dowiedziałem się, że jest to klon istniejącego od dawna Curry House na Bielanach. Jest to jednak na tyle daleko i nieco nie po drodze, że dopiero niedawno (gdy podziemna organizacja oddelegowała mnie w te strony) trafiła się okazja do odwiedzin.
Pojawiłem się tu w porze wczesno lunchowej, około południa gdy było w zasadzie pusto, być może byłem nawet pierwszym klientem.

niedziela, 21 lutego 2016

Nie miałem jakiejś szczególnej ochoty na pizzę, ale prowodyrka w tym dniu poprowadziła mnie przez Kolonię Staszica specjalnie by przetestować pizzerię o zastanawiająco wysokich ocenach. Dojście umilały nam sztuczne magnolie na drzewach okalających mijane przedszkole (nadal jeszcze za wcześnie na prawdziwe kwiaty).  Sama pizzeria mieści się ona na rogu alei Niepodległości i Wawelskiej w przyziemiu.

sobota, 20 lutego 2016

Największą satysfakcją recenzenta jest fakt odkrycia nowego lokalu na kulinarnej mapie miasta. Nieopisanego jeszcze na żadnym blogu, bez jakiejkolwiek recenzji. Pisząc „odkrycie” nie jestem do końca precyzyjny, do Konsulatu skierowali nas tanecznym krokiem mieszkający w okolicy znajomi gorąco go rekomendując. Uznaliśmy, że jest to godne miejsce do wytyczenia celu marszu.

środa, 17 lutego 2016

Przy linii otwockiej zlokalizowanych jest już co najmniej kilka lokali nawiązujących do kolei. Nie wiedziałem jednak, że również na zachodnim odcinku warszawskiej kolei miejskiej powstają takie przybytki, dlatego też planując kolejny długi marsz ku świetlanej przyszłości (tj. ku warszawskiemu City) z zainteresowaniem wyszukałem lokal pod nazwą Eskaem położony tuż obok stacji w Pruszkowie.  Znajduje się na parterze nowego budynku dokładnie naprzeciwko dworca.

poniedziałek, 15 lutego 2016

W legendarnym Czytelniku znalazłem się poniekąd przypadkowo, małe kółko opozycjonistów spotkało się tam ad hoc po kolejnej patriotycznej manifestacji. Ale każda okazja, by „zaliczyć” nieznany lokal jest dobra.

sobota, 13 lutego 2016

Przy naszych możliwościach spacerowych potrzebujemy przestrzeni, by się rozpędzić. Stąd relatywnie często lądujemy na Ursynowie zaczynając spacer w okolicach centrum. Tą metodą w okolicy Płaskowickiej odwiedziliśmy już Mr.  India,  Rani i Balsamico. Do samego Gaumarjos raz już pukaliśmy nie zastając wolnego miejsca. I tym razem weszliśmy z marszu (bez rezerwacji) trafiając idealnie w moment, pięć minut później pojawiający się potencjalni klienci byli odprawiani z kwitkiem.

Z okolic Bukowińskiej miałem niezbyt miłe wspomnienia związane z wizytą w nadętym a nieprofesjonalnym "Po Prostu". Po kilkunastu miesiącach musząc coś w okolicy załatwić spróbowałem poszukać innego lokalu, wyskoczyła istniejąca zaledwie od września Lisia Kita.

środa, 10 lutego 2016

W 2014 roku na początku Koszykowej (przy placu na Rozdrożu) powstał Aneks Kulinarny, lokal specjalizujący się w moich ulubionych mulach. Niestety, przetrwał na tyle krótko, że nie zdążyłem go odwiedzić ponownie. Wkrótce pojawili się tu Pogromcy Meatów.
Niespecjalnie miałem ochotę tu szybko zawitać, ponieważ: po pierwsze „ukatrupili” moje mulowe eldorado, po drugie zaoferowali trywialne w zasadzie burgery, po trzecie stali się szybko zbyt modni na zasadzie – wypada tu wpadać.
Jako człek niespecjalnie podążający za tłumem nie paliłem się zatem do odwiedzin.

sobota, 06 lutego 2016

Niecały rok temu była tu jeszcze kawiarenka Pierwszy Rząd. Po wyburzeniu ścianki drzwiowej oddzielającej  lokal od hallu kasowego poszerzono go i obecnie nazywa się Stół Powszechny.  Zrezygnowano na szczęście z bezglutenowych cudactw i obecnie jest to typowa kawiarnia teatralna (nawiązanie do nazwy teatru - Powszechnego) z tendencją do zachęcenia również klientów przygodnych.

niedziela, 31 stycznia 2016

W ten dzień wyznaczyliśmy Roślinę jako cel tradycyjnego marszu, dobre oceny, kuchnia wegetariańska i znaczna odległość od miejsca startu motywowały nas. Powitał nas niewielki lokalik z parterem i adaptowanym przyziemiem, obok przylega jeszcze mały trójkątny ogródek – w zimie oczywiście zamknięty. Stoliczki małe, ciasno poustawiane. Jesteśmy w trójkę, lecz pojedyncza złota młodzież rozwala się przy większych stołach zagracając jeszcze pomieszczenie czworonożnymi zawalidrogami które rozkładają się na przejściach, lub zbyt ciekawsko obwąchują innych. Udało się jakoś usiąść przy niewielkim stoliku przy barze.

sobota, 30 stycznia 2016

Ten trójjęzyczny łamaniec językowy odnosi się do nieco burzliwej historii tego miejsca. Próbowało tu już zagościć kilka lokali – w ostatnim czasie Picanteria i rosyjsko kuchenna Mamaluba. Polubiłem ten lokal, dowiedziawszy się o jego upadku nabrałem mimowolnego uprzedzenia do jego następcy – Nażartego. Tym bardziej, że oferowana kuchnia (texmex) była dużo bardziej w mym mniemaniu trywialna i częściej w stolicy reprezentowana.

I pewnie znów bym go ominął, bo zaplanowaliśmy lunch w innym nowootwartym na Ząbkowskiej lokalu – Naprzeciw. Ten jednak dał plamy, nie przygotował się na odwiedziny najwybitniejszego niesponsorowanego blogera kulinarnego w stolicy i zamknął kuchnię. Ponieważ prowodyrka zażądała mięcha (ja miałem ochotę raczej na coś a la Momo) nie było o czym dyskutować i cofnęliśmy się tych parę metrów.

niedziela, 24 stycznia 2016

Jak to ostatnio często się zdarza okazją do odwiedzin (i to dwukrotnych już) tego lokalu było spotkanie opozycyjne. To już kolejny lokal cywilizujący gastronomicznie okolice ronda Wiatraczna, położony za zapleczu Supersamu, który idzie wreszcie do kasacji wraz z koszmarnymi przybytkami gastronomicznymi mieszczącymi się do tej pory.

Ulica Czapelska jest położona trochę na uboczu, ale temu lokalowi to chyba nie zaszkodzi, jest bowiem bazą przyszłej restauracji hotelowej. Nowa plomba w ciągu nieco starszawych kamienic. Na parterze mniejsza salka z wygodnymi stolikami i bufetem, na pierwszym piętrze mieści się nieco większa sala przystosowana to organizowania uroczystości rodzinnych, którą to chwilowo wykorzystujemy w celach obalenia rządzącego reżimu.

Nazwa tego lokalu jest nieco myląca i niektórych może wprowadzać w konsternację. Nie jest to bynajmniej kolejna hamburgerownia. Raczej nieco hipsterski lokal do posiedzenia i wypicia kilku piw i przekąszeniu czegoś nieco mniej typowego.

Nazwa bierze się z byłego przeznaczenia lokalu,  w istocie jest cały wyłożony białymi kafelkami. Ten rzeźniczy aspekt  jest wyeksponowany także stołami, każdy z nich jest mniejszym lub większym stołem rzeźnickim o różnym stopniu zmasakrowania toporem.

sobota, 23 stycznia 2016

Sardynię odwiedziliśmy nieco przypadkiem, po sześciu godzinach spędzonych na marszu w obronie osobistych wolności musieliśmy w końcu się gdzieś ogrzać i zaspokoić głód. W sąsiedniej knajpce rosyjskiej nie było już miejsca, współdemonstrantki weszły więc do nieco bliższego lokalu, także częściowo już oblężonego przez opozycję, aczkolwiek w mniejszym stopniu.

niedziela, 17 stycznia 2016

Aby tu dotrzeć wykonaliśmy w istocie ośmiokilometrową pętelkę, natomiast punkt startu znajdował się niespełna kilometr od Berka. Tak czasem się dzieje, gdy chce się odwiedzić kancelarię premiera z wizytą (nie)przyjaźni i (braku) współpracy. Poniekąd bywam dość często ostatnio pod siedzibą Wielkiej Broszki z Brzeszcz, niestety nie znajduje biedaczka czasu, by mnie przyjąć.

Cel kulinarny wyznaczyliśmy sobie z góry, natomiast nie było oczywiste, czy znajdziemy w Berku miejsce. Udało się, aczkolwiek cały parter był gęsto obsadzony. Ale równie dużo miejsca jest w podziemiu, a tutaj już nieco luźniej. Stoły co prawda wysokie klasy barowej, niemniej można jednak usiąść na kanapach wzdłuż ścian, a i miejsca naprzeciw umożliwiają położenie nóg na wysokim ażurowym podeście.

wtorek, 29 grudnia 2015

Jestem dużym fanem takich nienadętych miejsc z luzackim wystrojem (stoły ze szpul kablowych) i atmosferą. Wpadliśmy tu zatem na krótki popas w lipcu roku 2013 wędrując po Powiślu. Moja partnerka była już tutaj na sesji malowania pazurów i gorąco zachwalała to miejsce.

Miejsce poniekąd tajne. Z samej ulicy trudno dostrzec ten wręcz barak położony wzdłuż nasypu kolejowego. Wbrew pozorom miejsca tu dużo, zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz.

sobota, 14 listopada 2015
Ceviche popróbowałem po raz pierwszy dopiero podczas tych wakacji, było to w Międzyzdrojach. Oczarowało mnie jako wielbiciela żyjątek i zwierzątek morskich wszelkiego autoramentu. Wymyślony w Ameryce Południowej sposób przyrządzania surowej ryby polegający na ich marynowaniu w kwasie owoców cytrusowych niezwykle przypadł mi do gustu. Toteż, gdy dowiedziałem się, że w Warszawie otwarto restaurację oferującą prawie wyłącznie te specjały pomyślałem w duszy nuworysza, że poniosę kaganek kulinarnej oświaty w warszawski lud. O santa simplicitas. Niedługo po otwarciu było tu już kilkunastu recenzentów w tym kilku blogerów…

 

Prowodyrka zapragnęła na spacerowy postój zapoznać się z Bibułkową Bułką.  Nie było to nam dane, lekkim sobotnim popołudniem lokal kipiał w szwach. W takim przypadku (gdy trzeba szybko znaleźć inny lokal w okolicy) znakomicie sprawdza się aplikacja smartfonowa. W istocie tuż za rogim, na Narbutta objawiła się stacja krwio…   sorry kawodawcza. Zlokalizowana na parterze nowej plomby, na spokojnej ulicy. Przy czym niespecjalnie przepełniona, ale też i nie pusta …

Dość ciasno, a to wrażenie powodowane jest przez niezbyt fortunnie poustawiane stoły. Trzeba się przeciskać między nimi uprzednio złożywszy i opłaciwszy zamówienie przy barze.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
view my food journey on zomato! Zobacz moją gastroprzygodę na Zomato! view my food journey on zomato!